Zmęczony, ale
szczęśliwy przekraczam próg swojego mieszkania. Natychmiast czuję na swojej
nodze te małe rączki, które ją oplatają. Maks łaskocze mnie swoją czupryną. W ogóle
nie mogę się wyswobodzić z tego uścisku. Dopiero po dłuższej chwili chłopiec
przestaje mnie obejmować i biegnie do pokoju. Ja w tym czasie zrzucam buty i
odnoszę torbę do sypialni. W chwilę po tym kieruję się do salonu, w którym mały
ogląda ulubioną bajkę. Tuż obok niego siedzi opiekunka, która widocznie
dotrzymuje mu towarzystwa. Razem śmieją się i komentują motywy znanej
kreskówki. Mój syn jest rozpromieniony. Cieszę się, że udało mu się polubić
nową opiekunkę, choć oboje mieliśmy w stosunku do niej złe przeczucia. Ale na
szczęście wszystko dobrze się układa. Jestem wdzięczny Gruszce za to, że polecił
mi sprawdzoną opiekunkę dla takich dzieci, jak mój syn. Piotrek spadł nam z
nieba i nigdy w życiu mu się nie odwdzięczę, chociaż nie wiem, jak bym się
starał.
- Ja w takim razie będę się zbierać – Ada przerywa ciszę,
zakłóconą jedynie przez szum telewizora.
- Już mnie zostawiasz? – Maks pyta smutno.
- Przecież tata do ciebie wrócił – niania cierpliwie mu
tłumaczy – spędzicie trochę czasu razem, a ja odwiedzę cię jutro.
-To fajnie!– chłopiec znów jest rozpromieniony – to do
jutra!
- Trzymaj się – odrzeka Ada – miłego wieczoru! – zwraca
się także do mnie.
Odwzajemniam jej
uśmiech, po czym obserwuję, jak dziewczyna wychodzi z naszego mieszkania. Drzwi
zamykają się bezszelestnie, więc jesteśmy już sami. Tylko ja i Maks. Przez cały
ten wyjazd, z którego dopiero co wróciłem, marzyła mi się taka chwila. Tęskniłem
za małym i nie mogłem doczekać się momentu, gdy wreszcie pobawię się z synkiem.
Pragnienie to wzmagało się, kiedy młody środkowy zaczął drwić ze mnie i Maksa. Jedna
rzecz mnie wtedy zastanowiła: co my mu zrobiliśmy, że aż tak nas nie cierpi?
Gdybym mógł w dalszym ciągu gdybałbym nad czymś, co nie
ma najmniejszego sensu. Mogę się tylko domyślać, co kieruje Hainem podczas dokuczania mojemu synkowi. Jednak to w żaden
sposób nie usprawiedliwi chłopaka, który wyżywa się na niewinnym trzyletnim
dziecku. Nie popieram tego, więc nie pozwolę, aby ktoś męczył moje dziecko.
- Tatuś! – moje ponure rozmyślania przerywa Maks – chodź,
coś ci pokażę!
Nim zdążę odpowiedzieć,
chłopiec już ciągnie mnie za rękę. Razem wchodzimy do jego pokoju, gdzie na
dywanie stoi duży domek z klocków. Obydwoje siadamy na dywanie, po czym Maks
prezentuje mi swoje dzieło.
- To jest nasz dom – mówi uroczyście – będziemy w nim
razem mieszkać.
- Sam go zbudowałeś? – pytam mile zaskoczony.
- Nie – chłopiec odpowiada z uśmiechem – Ada mi pomogła.
Po ostatniej wypowiedzi
małego moje uznanie dla Ady wciąż rośnie. Jestem coraz bardziej przekonany, że
moim synem zajmuje się właściwa osoba. Zupełnie nie spodziewałem się, że ona
tak lubi dzieci. Jednakże pierwsze wrażenie okazało się mylne, zarówno dla
mnie, jak i dla trzylatka, który żywo opowiada o kolejnych pomieszczeniach
znajdujących się w zbudowanym przez niego domku.
- I jeszcze będziemy mieć pieska – z twarzy malca nie
schodzi uśmiech – będzie nas bronił.
- Przed kim? – pytam z udawaną ciekawością.
- Przed tym nie dobrym panem, który mi dokuczał wtedy w
szatni.
Odpowiedź Maksa bardzo
mnie zaskoczyła. W pierwszej chwili zupełnie nie wiem, jak się zachować. Nie
chcę go urazić, więc zdecydowanie wolę zastanowić się nad tym, co do niego
mówię. Poza tym nie chcę popsuć mu dobrego humoru, w który wprawił go mój
dzisiejszy powrót.
- A może coś zjemy? – pytam, zmieniając temat.
- Chętnie – chłopiec zapomina o tym, co mówił wcześniej –
bardzo zgłodniałem!
- To chodźmy! – mówię, podając mu rękę.
###
Dziś bez większych problemów udaje mi się wyjść z domu. Maks
chętnie zostaje z Adą, która co rusz znajduje dla niego nowe zajęcia. Z każdym
dniem, kiedy zostawiam syna pod jej
opieką, co raz bardziej się do niej przekonuję. Wiem, że gdyby nie mój
klubowy przyjaciel, wciąż byłbym w bardzo trudnej sytuacji, być może bez
wyjścia. Spokojny o malca wsiadam do samochodu, który wiezie mnie do miejsca
mojej pracy. W świetnym nastroju przekraczam próg „Uranii”. Uśmiechnięty
kieruję się do szatni, gdzie jest już większość drużyny. Rozglądam się po
pomieszczeniu i witam z kolegami. Z każdym z nich zamieniam kilka zdań o
panującej na zewnątrz pogodzie. W pewnej chwili wesoły nastrój znika. W szatni
pojawia się Hain, który zachowuje się, jakby miał muchy w nosie. Ten rozkapryszony
dzieciak okropnie psuje wszystkim humor i powoduje, że tracimy ochotę do
treningu.
- Hain, nie możesz się już zamknąć? – pyta lekko
zniesmaczony Sobala.
- Jak ci się nie podoba, to nie słuchaj – środkowy odzywa
się bardzo nie przyjemnie.
- Tylko, jakbyś nie wiedział, wszyscy mają cię po dziurki
w nosie – do rozmowy włącza się Ferens.
- Właśnie – przytakuje Żurek.
Atmosfera w tym
niewielkim pomieszczeniu bardzo się zagęszcza. Większość zawodników popiera
Wojtka i strofuje Piotra, który nie zdążył jeszcze powiedzieć nic na mój temat.
I bardzo dobrze. Bo gdyby ktoś dopuścił tego kretyna do głosu, już pewnie
słuchałbym, jaki Maks jest głupi i niedorozwinięty. Wcale tak nie jest, więc
tym bardziej cieszę się, że chłopaki się do niego przyczepiły. Pewnie dyskusja
trwałaby dalej, ale słyszymy gwizdek trenera, który wzywa nas do stawienia się
na hali. Jak na komendę wstajemy i kierujemy się do pomieszczenia
przeznaczonego na odprawy.
###
- Jak się tutaj aklimatyzujesz? – pyta trener, który
zdążył do mnie podejść po zakończeniu treningu.
- W porządku – odpowiadam – dziękuję, że pan pyta.
- Cała przyjemność po mojej stronie – szkoleniowiec się
uśmiecha – a jak synek?
- W porządku – mówię – świetnie bawi się ze swoją
opiekunką.
- Dobrze, że rozwiązałeś ten problem – Panas klepie mnie
po ramieniu.
- Ja również się cieszę – odwzajemniam uśmiech
przełożonego.
- A może przyprowadzisz go na halę któregoś dnia?
- Chętnie – odpowiadam, nie kryjąc zaskoczenia –
dziękuję!
Po rozmowie z trenerem
humor od razu mi się poprawił. Dobry nastrój wraca i nic nie jest w stanie mi
go odebrać. Nawet miotający się po szatni Hain. Środkowy jest nabuzowany, ale
nie wiele mnie to interesuje. Postanawiam pojechać do domu, aby przekazać
synowi tę świetną wiadomość. Z prędkością światła ubieram się i wybiegam z
szatni.
- Do jutra! – krzyczę
przed wyjściem, a po chwili wdycham świeże powietrze.
###
Wena mi dziś dopisała, więc pozostawiam Was z najnowszym rozdziałem.
Kolejny już za tydzień o podobnej porze.
Zapraszam wszystkich na fanpage.
Pozdrawiam i życzę miłego czytania :)
Rozdział świetny ! ;)
OdpowiedzUsuńFajnie, że trener zaproponował Lukasowi, żeby przyprowadził małego na halę. ;) obawiam się tylko Haina, że będzie gadał jakieś głupoty...
Oby było dobrze;) A Lukas niech się tak nie przejmuje nim i tym co gada.
Pozdrawiam ;**
Rozdział jak zawsze fenomenalny:) Cieszę się,że zarówno Maks jak i Lucas przekonali się do Ady:) Zastanawia mnie tylko dlaczego Piotrek się tak zachowuje w stosunku do Maksa. Mam nadzieję,że zagadka za niedługo się wyjaśni:)
OdpowiedzUsuńNo i jest genialnie, jak zawsze! :) Dobrze, że wszystko zaczyna się układać. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona propozycją trenera :) Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na takie przyjemne zwroty akcji w kolejnych notkach Geniuszu! : ***
OdpowiedzUsuńNo no, trener mnie zaskoczył. Na szczęście pozytywnie :D Fajnie, że mały będzie mógł być na hali ;) Ada jak na razie dobrze się spisuje - zobaczymy co wyniknie z tego w następnych odcinkach.
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na kolejne odcinki ;* :D
No, w końcu udało mi się nadrobić, a więc będę na bieżąco. :)
OdpowiedzUsuńZaskoczyła mnie postawa Panasa. Z początku był tak sceptycznie nastawiony do synka Lucasa, a tu proszę, nawet chce go zaprosić na trening, to mi się podoba. :)
Hainem nie warto się przejmować, widać, że to jeszcze niedojrzały dzieciak, który musi się przyczepić do wszystkiego. Jednakże ładnie ze strony chłopaków, że tak się wstawiają za Lucasem.
Nie taki diabeł straszny jak go malują. Opiekunka spisuje się wyśmienicie. Oby tak już pozostało.
Może Hain ma jeakieś złe wspomnienia małymi dziećmi i dlatego jest tak niemiły? W każdym razie, dobrze, że w końcu Lucas będzie mógł przyprowadzić małego i salę. I super, że maluch tak dobrze dogaduje się z opiekunką.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Maks coraz większym zaufaniem obdarza opiekunkę. Widać, że dziewczyna ma świetny kontakt z dziećmi ;)
OdpowiedzUsuńNie rozumiem Haina, kompletnie. Cieszę się, że przekonali się do Ady, mam nadzieję, że nie wyniknie z nią żadna nieprzyjemna sytuacja.
OdpowiedzUsuńHain jest niedojrzałym dzieciakiem, a sam nie zdaje sobie sprawy z tego, że robi tak, bo może jemu brakuje takiego uczucia jakie łączy Maksa z tatą? Może to taki przejaw zazdrości, a może taki już jest? Sama nie wiem... Trener mnie zaskoczył :) Miła pogawędka to rozumiem, ale że zaprosił Maksa na trening? To już dla mnie duże zaskoczenie, na plus oczywiście :) Na temat Ady będę mogła coś powiedzieć dopiero po dłuższym czasie, bo teraz jest fajnie, Maks jest grzeczny, trochę przestraszony, ale jak zachowa się dziewczyna, jak chłopczyk się całkiem do niej przekona i jak każde normalne dziecko zacznie broić? Mam nadzieję, że nadal będzie tak miła :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i przepraszam ze wszelkie opóźnienia ale ostatnio na nic nie mam czasu :( Niestety coś kosztem czegoś :( Jednak obiecuję poprawę :) nulka :*:*
Fajny rozdział, pisz dalej, juz nie mogę się doczekac dalszych opowiadań ! :)
OdpowiedzUsuńPostawa trenera na prawdę mnie zaskoczyła. W pozytywny sposób :) W końcu mały powinien być blisko taty.
OdpowiedzUsuńCo do Lukasa i Maksa to cieszę się,że zaczynają się przekonywać do Ady.
Z niecierpliwością czekam na następny rozdział i zapraszam do siebie !